Klient wpisał literówkę w personalizacji. Poprawić bez pytania?

Mam zagwozdkę z zamówieniem personalizowanym i nie wiem, czy sama sobie nie dokładam problemu. Klient wpisał krótki tekst, który jutro rano ma iść do wykonania. W jednym słowie brakuje litery i wygląda to na zwykłe przeoczenie, bo całe zdanie przez to brzmi trochę bez sensu. Normalnie poprawiłabym to od ręki, bo szkoda zatrzymywać realizację przez jedną literę. Ale z drugiej strony to personalizacja, czyli tekst od klienta, więc gdzieś z tyłu głowy mam myśl, że ktoś potem powie: ja tak wpisałem specjalnie. Jak do tego podchodzicie? Poprawiacie oczywiste literówki sami, czy jednak zawsze pytacie klienta o zgodę?

Dyskusja

15 odpowiedzi
AnetaK
Dopytam: to jest literówka w zwykłym słowie czy np. imię, nazwa firmy, jakiś skrót? Bo u mnie to robi dużą różnicę. Jeśli po poprawce tekst dalej znaczy dokładnie to samo, to pół biedy. Gorzej, gdy człowiekowi się wydaje, że coś jest błędem, a klient miał w tym swój zamysł.
OlaOdSklepu

W odpowiedzi do: AnetaK

Jeszcze nie poszło do produkcji, ma być przekazane dopiero rano. To nie jest imię ani nazwa firmy, tylko krótki napis z podziękowaniem. W jednym słowie brakuje jednej litery i wygląda to jak błąd z pośpiechu, coś co człowiek poprawiłby nawet w mailu przed wysłaniem.
basia_p

W odpowiedzi do: OlaOdSklepu

No to przy takim przykładzie ja bym to potraktowała jako literówkę, nie zmianę zamówienia. Poprawiłabym, ale dopisała sobie przy zamówieniu, że była poprawka oczywistego błędu w słowie. Jeśli trzeba byłoby zmienić odmianę, sens zdania albo coś, co może być skrótem klienta, wtedy już bym pytała.
MartaK
Jeśli to zwykłe zgubienie litery w normalnym słowie, to pewnie bym poprawiła. Przy imionach, ksywkach i żartach już nie.
marek77
Miałem kiedyś nauczkę z czymś bardzo podobnym. Poprawiliśmy jedną literę, bo wyglądało to absolutnie oczywiście, a potem klient przy odbiorze stwierdził, że oni tak wpisali specjalnie. To był jakiś ich wewnętrzny skrót na prezencie firmowym. Do dziś nie wiem, czy faktycznie tak było, czy po prostu szukali zaczepki, ale niesmak został. Od tamtej pory przy personalizacji wolę mieć chociaż krótkie potwierdzenie. Nie chodzi o wielkie procedury, tylko o maila albo SMS, żeby potem nie było słowo przeciwko słowu.
RadekP

W odpowiedzi do: marek77

Pod tym się podpisuję, tylko u nas to jest załatwiane bardzo krótko. Wysyłamy wiadomość, że widzimy możliwą literówkę i pytamy, czy poprawić przed wykonaniem. Jak klient odpisze, mamy ślad. Jak nie odpisze do konkretnej godziny, zamówienie czeka i tyle. Telefon jest dobry na szybko, ale potem i tak lubię mieć chociaż notatkę albo SMS.
JarekNaSpokojnie

W odpowiedzi do: marek77

Ja bym tylko nie odpalał alarmu przy każdej literce. Jak to jest zwykłe brakujące „ę” w środku słowa, to notatka i rozsądek często wystarczą.
Tomek83
A masz w ogóle czas czekać na odpowiedź? Bo przy napiętym terminie samo pytanie do klienta potrafi rozwalić wysyłkę bardziej niż ta jedna literówka.
IzaSklepik
U mnie skala jest mała, więc zwykle po prostu dzwonię raz. Jak ktoś nie odbiera, wysyłam krótką wiadomość i mam temat odnotowany. Zwykłe słowo czasem poprawię, ale przy tekście na prezent już nie zgaduję, bo ludzie mają swoje powiedzonka i skróty. Najgorsze jest zostawić to bez notatki, bo po tygodniu sama bym nie pamiętała, czemu zrobiłam tak, a nie inaczej.
MichalNaWitrynie
Ja bym jeszcze dopisał coś przy samym polu personalizacji, że klient ma sprawdzić treść przed złożeniem zamówienia. Nie jako wielki regulamin, tylko zwykłe zdanie obok pola. To nie rozwiąże tej konkretnej sytuacji, ale trochę ucina późniejsze dyskusje. Jak jest schowane gdzieś na dole strony, to i tak nikt tego nie widzi.
DamianSklepowy
Od strony pakowania: niech ta decyzja nie zostaje tylko w mailach. Jak ktoś ma to wykonać, musi widzieć przy zamówieniu, że tekst był poprawiony.
Magda_od_kawy
U mnie raz było podobnie z imieniem na drobnym prezencie i dobrze, że nie ruszyłam tego sama. Brakowało jednej litery, więc na pierwszy rzut oka wyglądało jak zwykła literówka. Po telefonie wyszło, że to rodzinne zdrobnienie i miało być dokładnie tak wpisane. Klientka była zadowolona, że zadzwoniłam, chociaż wysyłka przesunęła się o dzień. Od tamtej pory zwykłe słowa traktuję inaczej niż imiona, nazwy i prywatne hasła. Przy czymś osobistym wolę nawet krótki SMS niż zgadywanie.
KrzysiekM
Nazw własnych i żartobliwych tekstów bym nie poprawiał sam. Tam bardzo łatwo uznać coś za błąd, a potem się okazuje, że to był cały sens napisu.
EwaN
U mnie działa takie rozróżnienie: zwykłe słowo, oczywisty błąd i bez zmiany sensu, wtedy poprawiam i zostawiam notatkę. Jeśli mam choć chwilę zawahania, pytam klienta i wstrzymuję tylko samą personalizację, nie całe zamówienie w systemie. Klient nie powinien mieć potem poczucia, że sklep sam przerobił mu treść. Przy jednej literze zdrowy rozsądek jest okej, ale jakiś ślad po decyzji naprawdę się przydaje.
PawelR
Jeszcze bym uważał na podgląd projektu po poprawce. Czasem jedna litera przesuwa napis i potem problem jest nie z treścią, tylko z tym, że wygląda inaczej niż klient widział.