Kod rabatowy wchodzi tylko na część koszyka. Jak to pokazujecie klientom?

Mam zagwozdkę z kodem rabatowym. Kod działa, ale nie na cały koszyk, bo parę produktów mamy już na takiej marży, że nie możemy ich dodatkowo obniżać. Problem zaczyna się wtedy, gdy klient wpisuje kod i widzi rabat mniejszy, niż sobie policzył. Potem wpada mail, że sklep źle nalicza promocję albo że rabat miał być na wszystko. Warunki akcji są opisane, tylko wiadomo jak jest, mało kto czyta je do końca. Nie chcę robić wielkiego komunikatu na pół strony, ale codzienne odpisywanie tego samego też już mnie męczy. Jak macie pokazane, że kod obejmuje tylko część koszyka? Przy polu na kod, przy produktach, czy dopiero w podsumowaniu?

Dyskusja

14 odpowiedzi
AnetaK
U nas trochę pomogło zdanie zaraz pod polem na kod. Nie odsyłacz do zasad promocji, tylko normalny tekst, że rabat liczy się tylko od produktów objętych akcją. Pytania dalej się zdarzają, ale skończyły się wiadomości w stylu „kod nie działa”. Najgorzej było, gdy po wpisaniu kodu pokazywaliśmy tylko jedną kwotę rabatu, bo ludzie zaczynali liczyć po swojemu i wychodziły im inne sumy.
TomekZLodzi
A to są u Ciebie konkretne produkty, całe kategorie czy rzeczy już po przecenie? Bo przy każdym z tych przypadków trochę inaczej bym to pokazał. Jeśli klient dowiaduje się dopiero w koszyku, że coś mu nie weszło do rabatu, to pewnie nawet nie wie, która pozycja robi różnicę. Wtedy sam tekst przy polu na kod może być za mało konkretny.
OlaOdSklepu

W odpowiedzi do: TomekZLodzi

To są pojedyncze produkty, nie cała kategoria. Kilka pozycji ma niską marżę i jest wyłączonych z kodu, ale normalnie trafiają do koszyka z resztą zakupów. Klient widzi tylko, że rabat wyszedł mniejszy niż sobie założył. I wtedy zaczyna się temat, że coś źle policzyło.
MichalNaWitrynie

W odpowiedzi do: OlaOdSklepu

To ja bym nie zostawiał tego tylko w opisie akcji. Klient w tym momencie patrzy w koszyk, a nie wraca do zasad promocji sprzed paru kliknięć. Najprościej pokazać powód przy tej pozycji, której kod nie obejmuje. Nawet jedno zdanie typu „ten produkt nie bierze udziału w tym kodzie” już sporo wyjaśnia. Wtedy nie ma zgadywania, czy kod się zepsuł, czy jakaś pozycja wypadła z promocji. I nie nazywałbym tego błędem, bo potem obsługa sama sobie robi pod górkę. To ma wyglądać jak zwykła informacja o zasadzie, nie jak awaria koszyka.
MartaK
Dałabym małą informację przy produkcie albo przy cenie, że kod go nie obejmuje. Bez czerwonego alarmu, zwykły tekst.
RadekP

W odpowiedzi do: MartaK

Nie bałabyś się, że taki napis przy produkcie trochę odstraszy? Jak widzę „bez rabatu”, to od razu mam wrażenie, że ten produkt jest jakiś gorszy w promocji.
MartaK

W odpowiedzi do: RadekP

No właśnie nie pisałabym tego jako „bez rabatu” wielkim napisem. Raczej mała notka przy cenie albo dopiero w koszyku po wpisaniu kodu. U nas tekst był bardzo spokojny, bez wykrzykników i bez słowa problem. Po prostu informacja, że tej pozycji kod nie obejmuje. Moim zdaniem to i tak lepsze niż tłumaczenie tego później w mailu.
marek77
Miałem podobne zamieszanie przy progu rabatowym. Klient wrzucał za 320 zł, wpisywał kod, potem usuwał jedną rzecz i zostawało 280 zł. Kod dalej siedział w polu, ale rabat znikał, więc oczywiście były pretensje. Dopiero komunikat, ile brakuje do progu, uspokoił sytuację. Przy wyłączonych produktach zrobiłbym podobnie, czyli pokazał dokładnie, która pozycja nie łapie się do rabatu.
IzaSklepik
Ja bym oprócz komunikatu w sklepie przygotowała też jedną ludzką odpowiedź dla obsługi. Nie urzędową formułkę, tylko coś w stylu: rabat naliczył się poprawnie, ale nie obejmuje wszystkich pozycji. U nas lepiej działa, gdy najpierw piszemy, że rozumiemy zdziwienie klienta. Dopiero potem pokazujemy, gdzie w koszyku widać wyłączony produkt. Samo odesłanie do zasad promocji brzmi trochę jak spławianie.
lukasz_wawa
Rozdzieliłbym tu dwie sytuacje, bo one się potem mieszają w zgłoszeniach. Jedna rzecz to faktyczny błąd, czyli kod powinien objąć produkt, a nie objął. Druga to poprawne naliczenie, tylko klient nie widzi, czemu kwota jest mniejsza. Jeśli obsługa nie ma podglądu, które pozycje dostały rabat, to każde takie zgłoszenie trwa niepotrzebnie długo. Dobrze mieć w historii zamówienia informację, od jakiej części koszyka rabat poszedł. Wtedy odpowiedź dla klienta jest konkretna, a nie na wyczucie. I dopiero wtedy poprawiałbym teksty w koszyku, bo inaczej łatwo napisać ładny komunikat, który dalej niczego nie wyjaśnia w konkretnym zamówieniu.
PawelZAgencji
Przy większych koszykach B2B to jest jeszcze bardziej drażliwe. Ktoś wrzuca kilkanaście pozycji, rabat wchodzi tylko na część i nagle różnica robi się nie o parę złotych, tylko o kilkadziesiąt albo więcej. W takich koszykach komunikat przy samym polu kodu łatwo ginie, bo klient patrzy na tabelę produktów i sumę. Najlepiej działało pokazanie informacji przy konkretnej pozycji oraz drugi raz w podsumowaniu, że rabat naliczono od kwoty objętej promocją. To nie musi być wielka przebudowa. Czasem jedna linia pod produktem i jedna przy rabacie wystarczą. Ważne, żeby klient nie odkrył wyłączeń dopiero po przejściu do płatności, bo wtedy ma wrażenie, że coś mu zabrano.
Basia89
Ja bym zaczęła od koszyka, serio. Jeśli człowiek widzi problem po wpisaniu kodu, to tam powinien dostać odpowiedź. Opis promocji można potem dopracować, ale on i tak będzie czytany po łebkach. W koszyku wystarczy jasno pokazać, które produkty rabat objął, a które nie.
KasiaBezPresji
Długa lista warunków raczej tego nie uratuje. Większość ją przewinie, a potem i tak będzie przekonana, że sklep coś ukrył.
AnetaK
Ja bym najpierw sprawdziła krótki komunikat na kilku takich zgłoszeniach. Czasem jedno zdanie w koszyku robi więcej niż poprawianie całej strony promocji.