Czy warto brać fizyczną próbkę gadżetu przy małym zamówieniu?

Cześć, mam pytanie do osób, które zamawiały już gadżety reklamowe w niewielkich ilościach. Robimy w firmie serię spotkań z lokalnymi klientami i chcemy mieć coś prostego do rozdania, raczej bez wielkiego budżetu. Dostawca podesłał wizualizację i wygląda to w porządku, ale za fizyczną próbkę trzeba dopłacić i doliczyć kilka dni. Z jednej strony zamówienie nie jest ogromne, więc szkoda mi rozdmuchiwać kosztów, a z drugiej boję się, że kolor logo albo sam materiał wyjdą inaczej niż na ekranie. Nie mam jeszcze sprawdzonej drukarni od takich rzeczy, więc trochę działam po omacku. Braliście próbkę przy pierwszym małym zamówieniu, czy raczej szkoda zachodu?

Dyskusja

10 odpowiedzi
DamianZDrukarni
Przy pierwszym zamówieniu od nowego dostawcy ja bym jednak próbkę rozważył, nawet jeśli to mały nakład. Wizualizacja zwykle pokazuje układ logo, ale nie pokaże wagi gadżetu, faktury plastiku, sztywności okładki czy tego, jak kolor wygląda w normalnym świetle. Najczęściej rozczarowanie nie jest takie, że nadruk jest kompletnie zły, tylko że całość w ręce sprawia tańsze wrażenie niż na zdjęciu. Przy bardzo tanich długopisach próbka czasem kosztuje prawie tyle, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy to ma sens. Ale jeśli to ma iść do klientów, a nie tylko leżeć na ladzie, to pierwsze dotknięcie produktu dużo mówi. Ja bym zapytał, czy próbka może być z waszym nadrukiem, czy tylko losowy egzemplarz z magazynu. To są dwie różne rzeczy.
MartaK

W odpowiedzi do: DamianZDrukarni

Chodzi mniej więcej o 250 kompletów, notes plus długopis, na spotkania z klientami po okolicy. Najbardziej boję się koloru logo, bo mamy dość intensywną zieleń i na ekranie wygląda ładnie, ale już kiedyś na ulotkach wyszła taka przygaszona. Druga rzecz to notes, bo na zdjęciu wygląda elegancko, a nie chciałabym dostać czegoś z cienką okładką jak zeszyt szkolny. Właśnie dlatego ta próbka mnie kusi, tylko termin mamy trochę napięty.
KasiaNaStoisku
A co dokładnie chcecie zamawiać i ile sztuk? Inaczej bym patrzyła na kubek albo notes, który ktoś może faktycznie używać przez kilka miesięcy, a inaczej na najprostszy długopis rozdawany przy wejściu. Przy rzeczach bardziej widocznych dla klienta próbka ma większy sens, bo potem każdy słaby detal trochę pracuje przeciwko wam.
AnetaK

W odpowiedzi do: KasiaNaStoisku

Przy takim zestawie patrzyłabym na notes mocniej niż na długopis. Długopis można ocenić szybko, czy pisze w miarę lekko, czy klips się nie wygina i czy nadruk nie wygląda jak naklejka. Z notesem jest więcej pułapek, bo zdjęcie naprawdę potrafi ukryć papier, grubość okładki i klejenie. Miałam kiedyś partię, w której okładka była ładna, ale kartki odklejały się po kilku dniach noszenia w torbie. Jeśli próbka z logo zajmie za dużo czasu, to poprosiłabym chociaż o fizyczny egzemplarz tego samego modelu notesu i osobno dokładną akceptację nadruku. Nie jest to idealne, ale lepsze niż sama wizualizacja. Przy 250 sztukach błąd już boli, bo to nie jest pięć prezentów dla znajomych.
piotrek_krk
Miałem podobnie z małym zamówieniem notesów dla gabinetu. Na wizualizacji granat był elegancki, a w realu wyszedł prawie czarny i logo zginęło na okładce. Nie była to jakaś katastrofa, bo notesy działały normalnie, ale efekt był dużo słabszy niż zakładaliśmy. Od tamtej pory przy pierwszym kontakcie z dostawcą wolę stracić kilka dni niż potem patrzeć na karton rzeczy, które są tylko takie sobie.
DamianZDrukarni

W odpowiedzi do: piotrek_krk

Przy tym przykładzie z granatem ważna jest jeszcze akceptacja konkretnego projektu produkcyjnego, a nie tylko ładnego obrazka w mailu. Warto poprosić, żeby wpisali numer koloru albo chociaż potwierdzili, z czego będą go odwzorowywać. Nie trzeba od razu robić z tego wielkiej procedury, ale dobrze mieć jasne ustalenie przed drukiem. Potem jest mniej rozmów typu u nas na monitorze wyglądało inaczej.
Tomek83
Tylko dopytaj, czy ta próbka będzie z waszym nadrukiem. Sama próbka bez nadruku potrafi być fajna, a potem problem wychodzi dopiero przy znakowaniu.
Monika83
Ja czasem robię inaczej, jeśli budżet jest mały i nie ma pewności, czy dany gadżet w ogóle się sprawdzi. Zamiast płacić za rozbudowaną próbkę, zamawiam najmniejszą możliwą partię testową i traktuję ją jako koszt sprawdzenia dostawcy. To ma sens tylko wtedy, gdy nie goni was konkretna data i można te pierwsze sztuki wykorzystać później, nawet jeśli nie będą idealne. Przy notesach i długopisach mogłoby to wyglądać tak, że bierzecie mniejszą partię na pierwsze spotkanie, a dopiero potem większą. Minusem jest oczywiście cena jednostkowa, bo mały nakład zwykle wychodzi drożej. Plusem jest to, że widzicie dokładnie to, co później dostaną klienci, a nie osobny egzemplarz pokazowy. U mnie takie podejście raz uratowało większe zamówienie, bo wyszło, że długopis fajnie wyglądał, ale pisał tragicznie.
JarekNaSpokojnie

W odpowiedzi do: Monika83

Mała partia testowa jest dobra, jeśli wydarzenie nie jest za dwa tygodnie. Przy napiętym terminie można się zakopać w poprawkach i finalnie zostać bez niczego.
marek77
Przy pierwszej współpracy brałbym próbkę albo małą partię, zależnie od terminu. Jeśli dostawca jest sprawdzony i zamawiasz drugi raz ten sam model, wtedy można sobie odpuścić, bo już wiesz, co przyjdzie. U was dochodzi kolor logo i notes, więc to nie jest zupełnie obojętny gadżet. Lepiej raz zobaczyć produkt na żywo niż potem tłumaczyć sobie, że przecież na wizualizacji było dobrze.