Każdy wysłał inną wersję logo. Jak pilnujecie, który plik jest finalny?

Zamawiamy teraz partię gadżetów na jesienne spotkania i sami zrobiliśmy sobie bałagan z projektem. Najpierw wysłałam logo z dopiskiem. Potem kolega podesłał wersję bez niego, a jeszcze ktoś poprawił proporcje. Każdy odpisywał wykonawcy ze swojej skrzynki i wczoraj padło pytanie, który załącznik w końcu zatwierdzamy. Dobrze, że produkcja jeszcze nie ruszyła. Na wspólnym dysku też nie jest lepiej: mamy final, final2 i ostateczny, przy czym każdy plik wygląda trochę inaczej. Jak to u Was działa w małej firmie? Jedna osoba daje zgodę czy macie jakiś prosty sposób, żeby final faktycznie był finalem?

Dyskusja

16 odpowiedzi
JarekNaSpokojnie
A kto u Was właściwie może wysłać zgodę na start? Macie ustalone, czyje „akceptuję” wykonawca ma traktować jako ostateczne?
iwona_m

W odpowiedzi do: JarekNaSpokojnie

Pisały trzy osoby, każda ze swojej skrzynki. Ja zaczęłam temat, ale nigdzie nie było ustalone, że tylko moje potwierdzenie się liczy. Właściciel też raz odpisał „może być”, więc wykonawca mógł to spokojnie uznać za zgodę. Wygląda na to, że bez jednego nadawcy dalej będziemy się w tym kręcić.
DamianZDrukarni

W odpowiedzi do: iwona_m

Przy trzech nadawcach nawet dopisek FINAL niczego nie wyjaśnia, bo każdy może mieć swój finalny plik. Z drugiej strony skrzynki naprawdę trudno odgadnąć, czy ważniejsza jest wiadomość właściciela, czy osoby, która zaczęła temat. Najczyściej jest wskazać jednego nadawcę zgody na konkretny podgląd. Reszta może normalnie być w kopii i dorzucać uwagi.
marek77
U nas uwagi może zgłaszać każdy, ale zgodę wysyła jedna osoba. Wykonawca wie, że „okej” z innej skrzynki nie oznacza startu produkcji.
PawelZAgencji
U nas zamieszanie zaczęło się już po akceptacji. Rano poszło „okej”, a po południu ktoś dopisał drobną zmianę w starym wątku. Jedna osoba uznała, że to uwaga na następną serię, druga, że poprawiamy tę obecną. Uratował nas telefon od wykonawcy, bo produkcja jeszcze nie ruszyła. Od tamtej pory piszemy wprost, że na tej wiadomości kończą się poprawki. Co przychodzi później, najpierw zatrzymuje zlecenie. Same lepsze nazwy plików tutaj by nas nie uratowały.
Tomek83
U nas po FINAL zawsze pojawiał się FINAL2, a potem FINAL2_poprawiony ;) Sama nazwa zdecydowanie nie wystarcza.
AgaOdNotatek
U nas skończyło się wysyłanie każdej poprawki jako nowego załącznika, bo po tygodniu nikt już nie wiedział, co otworzyć. Trzymamy jeden aktualny plik, a stare lądują osobno. W wiadomości tylko wskazujemy, o którą wersję chodzi. U Was te poprawki cały czas wracają pocztą?
iwona_m

W odpowiedzi do: AgaOdNotatek

Tak, dokładnie tak to u nas wygląda. Każda poprawka wraca w nowym załączniku, a potem ktoś zapisuje ją na dysku pod nazwą różniącą się cyfrą albo dopiskiem. Część osób i tak otwiera plik prosto z poczty, więc wspólny folder nie jest żadnym punktem odniesienia. Chyba od odcięcia tych załączników trzeba zacząć.
RobertOdGrafiki

W odpowiedzi do: iwona_m

Przy tym, co opisujesz, zacząłbym właśnie od schowania starych wersji. Jeśli pięć podobnie nazwanych plików leży obok siebie, ktoś w końcu otworzy nie ten, nawet bez mailowych załączników. Na wierzchu zostawiłbym tylko bieżący, a resztę przenosił do archiwum po każdej zmianie. Wtedy wskazanie folderu faktycznie prowadzi do jednego pliku.
KarolGrafik
Ja bym jeszcze oddzielił plik roboczy od podglądu do akceptacji. W roboczym ktoś przesunie element i nagle pod tą samą nazwą jest już coś innego. Do zatwierdzenia daję osobny podgląd i proszę, żeby odpowiedź dotyczyła właśnie jego. Potem nie ma zgadywania, co ktoś widział, kiedy pisał „jest okej”.
KasiaBezPresji
Przy małej ekipie nie robiłabym z tego wielkiego systemu. Jedna osoba wysyła plik i pisze wprost, że tę wersję puszczacie do produkcji.
SylwiaZBanerem
Mieliśmy kiedyś dwa maile z prawie identycznym tematem. W jednym był poprawiony plik, a w drugim ktoś potwierdził wcześniejszy podgląd. Obie strony były święcie przekonane, że patrzą na to samo. Wyszło dopiero przy pytaniu o termin odbioru, więc gotowej partii jeszcze nie było, ale nerwów nam wystarczyło. Teraz prosimy o potwierdzenie konkretnego podglądu, nie samo „przyjęte”. Jeśli odpowiedź jest ogólna, dopytujemy jeszcze raz. Trochę upierdliwe, za to później da się sprawdzić, co naprawdę poszło do produkcji.
MartaK
Przy dwóch osobach wystarcza nam data i inicjały w nazwie, bez żadnego systemu. Przy trzech nadawcach i wykonawcy po drugiej stronie pewnie już by się to rozjechało.
WojtekZZaplecza
Uważajcie jeszcze na nadpisywanie już zaakceptowanego pliku. Nazwa zostaje ta sama, a zawartość po czyjejś drobnej poprawce jest inna niż w chwili wysłania zgody. My zachowujemy osobny podgląd, którego po akceptacji nikt już nie rusza. Przynajmniej wiadomo, do czego odnosił się mail z potwierdzeniem.
RadekP
Przy kilku zamówieniach dopisujemy do nazwy numer zlecenia. Sam „kubek” albo „długopis” niewiele mówi, bo za miesiąc jest następny projekt o tej samej nazwie. Po numerze łatwo też znaleźć wiadomość, w której poszła akceptacja. Datę traktujemy już tylko pomocniczo.
KrzysiekM
Dodałbym zasadę, że poprawka po akceptacji od razu wstrzymuje start. Inaczej zawsze znajdzie się „jeszcze jeden drobiazg” wrzucony już po zamknięciu tematu.